Strona główna

krótka historia wielkiej miłości z niewiadomym końcem



myśle, że czas uzewnętrznić swoje życie z ostatnich kilku miesięcy...

Rozstanie ze Słonkiem mialo miejsce w lutym... Miałam już poprostu dość... Kilka tygodni później poznałam M... To była milość od pierwszego wejrzenia... Zakochalismy się w sobie bez pamięci... radość, szczescie i milosc to był nas chleb powszedni. Przegadane noce do świtu, wspólne pasje, wspaniałe czułości... Zamieszkałam u niego... żyłam jak w bajce... M starszy ode mnie o 5 lat, przystojny i niezwykle mądry Mężczyzna... czegoż więcj mi było trzeba... Pokochał mnie jak nigdy nikogo... chiał nawet mężem moim być... Podobne spojrzenie na związek, milość, rodzinę i zycie... Oboje skrzywdzeni przez dawne związki odnaleźliśmy się...

wszystko trwało pięknie przez 2 miesiące, ale niestety Słonko walczył o mnie ile się dało i jak sie dało, mnie w którymś momencie przerosło tempo z M...

pogubiłam się... poprosiłam M o trochę czasu, ale on w ataku obrony powiedział po 2 tygodniach czekania, że on czuje, ze ja juz nie wrócę i podejmie za mnie decyzję, bo kocha mnie tak, że zyc beze mnie nie moze.... a w niepewnosci nie da rady...

i się rozstaliśmy, choć tego nie chcialam, ale uniosłam się dumą i honorem, choć cierpiałam...

M jeszcze walczył - delikatnie i dyskretnie, ale ja byłam nieugięta...

Pozniej nam się kontakt poprawił... zaczęlismy ze sobą rozmawiać, spotykać się na stopie przyjacielskiej...

ale po 3 miesiącach od rozstania się zrozumiałam że to facet, z którym chcę iść przez życie... który daje mi tyle radości w którego i ja napędzam do życia...

Jak jest teraz?

Staram się odbudować jego zaufanie, przyjaźń i pokazać w sposób delikatny że chcę walczyć.

M ma do mnie dystans, nie mówi "odpuść kobieto" lubi mnie to fakt, działam na niego, dobrze sie nam rozmawia, ale zburzyc ten mur niepewności...

Raz ze mną spotyka się i daje do zrozumienia że jest wielka szansa, a pozniej znow znika i nie daje znaku zycia...

ostatnio powiedzial mi "tak jak ty wtedy sie pogubiłaś... tak ja teraz nie wiem co robic, jak zyc, nic mnie nie cieszy, mimo, że w sumie nie mam wielkszych klopotow, taka radosc i chec do zycia stracilem..."

Rozumiem go, czas bedzie tu sprzymierzencem, ale tak ciezko zyc z dala od kochanej osoby....

wiem, popelnilam blad, ale tak bardzo chcialabym go naprawic...

Moze mnie sprawdza jak bardzo jestem w stanie zawalczyc, moze chce sie przekonać czy mozna mi znow zaufac i czy go znow nie porzuce jak sie zaanagrazuje...

Bylam z bezsilnosci u wrózki, po raz kolejny powiedziala cos co dało nadzieje, ze ten mezczyzna dany mi z opatrznosci że musze przez najblizsze 4 miesiace robic dobre madre kroki i moge go odzyskac... Staram się walczyc, nie poddawać, ale sił brak....


jedno jest pewne... za tego faceta oddałabym 10 lat zycia... by wróciło moje zycie, ktore mialam jakbym się obudziła w moim najpiekniejszym snie...


To wszystko napisała niunia 2007-08-16 09:16:22
skomentuj (0)